Blog > Komentarze do wpisu

Rym gramatyczny

Motto:
Czy mamunia się nie wtrąca
i szczęścia nie zamąca?
Tatunio czy nie trąca
gdy w złość na zięcia wpadł?

Czy wujek z czci odarty
nie oszukuje w karty?
Czy chęcią żartów party
nie nadoskwiera brat?

   J. Przybora, "Jej rodzina"
  
   To będzie wpis dość osobisty. Nie mam wystarczająco szerokiej półki z książkami o gramatyce i poetyce, tudzież dyplomu odpowiedniej uczelni stwierdzającej moje uprawnienia w dziedzinie wymądrzania się na temat kataleks, średniówek i synekdoch. Mam jednak za sobą już kilkanaście lat pisania rzeczy różnych i trochę przemyśleń. Zdaję sobie sprawę, że przeciętny Kowalski na dźwięk słowa "przemyślenia" idzie do kuchni zrobić sobie herbatę ale mimo to zaryzykuję ten spadek oglądalności.
  
   U początków mojego pisania (jak to często bywa zainicjowanego uczuciem do płci przeciwnej, połączonym z młodzieńczą zapalczywością) wiedziałem, że rymy gramatyczne, częstochowskie i banalne są be. To było dosyć proste, podręcznikowe i łatwe do uniknięcia w mozolnym procesie klecenia wiersza, w owym czasie zazwyczaj przeładowanego wielopiętrowymi metaforami, porównaniami a nierzadko i przybranego z przodu jakąś apostrofą niczym wenecki galeon drewnianym posągiem syreny. Zanim zwodowało się taki korab, należało przepatrzeć rymy i te, które surowe reguły zakwalifikowały jako gramatyczne, wyciąć używszy innej dajmy na to metafory. Wiersze miały wtedy jednak tak bujne olinowanie, tak skomplikowane wydawały się już na pierwszy rzut oka, że tylko ich budowniczy był w stanie rozeznać się gdzie toto ma rufę a gdzie dziób i którą stroną toto pływa. Zresztą nawet budowniczy gubił się wracając na pokład po dłuższej nieobecności.
  
     A wiersz powinien być śmigły i przejrzysty. Jasny i na tyle przestronny aby czytelnik nie obijał sobie przy czytaniu łokci o niepotrzebne środki stylistyczne i nie musiał rozwiązywać zadanych mu przez autora szarad. A wszelka niejasność powinna prowadzić raczej na rozdroża różnorakich interpretacji niż na pustkowia niezrozumienia. Doświadczenie wykazało, że takich właśnie wierszy nie da się zbudować przy pomocy narzędzi z warsztatu pani polonistki. Że wierszom bliżej jest do istot żywych, rodzących się w każdym swoim aspekcie jednocześnie, będących od zarania tworami integralnymi niż do mechanizmów powstających jako suma niezliczonej ilości śrubek, zębatek i sprężyn. Wiersz powinien powstać na raz. Powinno się go wyłonić z siebie jak najprędzej bo każda zwłoka zagraża tym, że wiersz straci integralność, że stanie się znaczeniowo lub uczuciowo łaciaty, odwzorowując w ten sposób różnice w stanie ducha autora przed i po dajmy na to telefonie, który przerwał pisanie. Tak jak ostrość fotografii zależy od czasu naświetlania tak przejrzystość wiersza zależy od tego czy uda się autorowi zapisać chwilę.
    
     Płynie stąd jeden wniosek - analiza wiersza, rozbieranie go na części więcej ma z sekcji zwłok niźli z wizyty u zegarmistrza. Wiersza rozłożonego na kawałki nie da się złożyć. Złożony, zawsze będzie inny. Straci tą przypisaną sobie całość. Zamiast summą stanie się zaledwie sumą. Zdemaskowaną sztuczką iluzjonisty a nie magią.
    
     Ta właśnie cecha wiersza, ta jej przyrodzona nierozkładalność jest przyczyną porażki analitycznych metod dociekania przyczyn i reguł piękna. I (wracając do tytułu tego wpisu) ona powoduje, że ani rym gramatyczny ani żadne inne warsztatowe "przestępstwo" nie daje się jednoznacznie i w czambuł potępić. Oczywiście o ile czytelnikowi wydaje się jednolite z całym wierszem, o ile nie wywołuje poczucia sztuczności i protezy. Próg tego poczucia jest dla każdego z nas inny (z pewnością w gronie młodych polonistów niższy niż średnia krajowa). Jednak czytając wiersz powinniśmy zapomnieć na chwilę o stopach rytmicznych, układach rymów i aliteracjach. Najpierw powąchać i zasmakować ciasta a nie od razu brać się do wydłubywania rodzynek.

niedziela, 19 sierpnia 2007, debergerac

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: