sobota, 16 stycznia 2010
Czytam tu i ówdzie coraz bardziej poważne w tonie deklaracje miłościwie nam panujących oraz przedstawicieli i ekspertów Dużych Koncernów Medialnych, że planuje się wprowadzić, wzorem bodajże francuskim, instytucję "odcinania od internetu za piractwo". No i tak czytam i czytam, że ponoć Gremia nad tym Debatują, że urządza się Konferencje odcinaniu poświęcone i że Duże Koncerny Medialne nie popuszczą bo bez odcinania piratów trudno jest im, koncernom odcinać kupony od własnych Dużych Medialnych Sukcesów (jak np. nowa płyta Edyty Górniak albo kolejny album z coverami Mieczysława Fogga śpiewanymi w ramach zmiany imydżu przez A. Chylińską). Ale że z natury jestem refleksyjny i praktyczny, nie mogę dojść do tego jak mianowicie w 21 wieku można kogokolwiek efektywnie od Internetu odciąć? No dobra, może przyjść policja i zdemontować neostradę a do wszystkich osiedlowych providerów, do kablówek, operatorów telefonii komórkowej a niebawem pewnie również producentów lodówek i mikrofalówek, rozesłać wilczy internetowy bilet na takiego Kowalskiego. Ale jak rozumiem, Kowalski może póki co mieszkać z rodziną a projekt o ile mi wiadomo nie przewiduje wzorem ustaw III Rzeszy odpowiedzialności zbiorowej do trzeciego stopnia pokrewieństwa włącznie. Znaczy się internet założy sobie dajmy na to żona lub teściowa Kowalskiego i z całego odcinania nici. No dobra, bądźmy uparci i przyjmijmy, że bana na interek dostał nie tylko Kowalski ale także żona, dwójka urwisów, wujek Zenek i kot Mruczek. To w jaki sposób odciąć Kowalskiego od niezabezpieczonego WiFi mimowolnie udostępnianego przez zalotną sąsiadkę Wiśniewską? Co więcej, taki Kowalski pewnie chodzi do pracy, w której jak na złość, ma na biurku nie tylko sekretarkę (od czasu do czasu) ale i dostęp do internetu (stale). Czyli z pracy też trzeba Kowalskiego wylać i przenieść do kopania rowów (i to broń Boże nie pod inwestycje infrastrukturalne) ? Ale nawet jeśli Kowalskiego wyleją z roboty, to kto mu zabroni pójść do Internet Cafe? Albo na rynek w Krakowie? Albo do McDonalda? Kto przypilnuje Kowalskiego żeby sobie nałogowiec jeden nie kupił prepaidowej karty do komórki? I kto wreszcie będzie w stanie odciąć go od stałego, satelitarnego łącza, które wykupi sobie w innym kraju? Wygląda więc na to, że owe pohukiwania Dużych Koncernów Medialnych oraz ich rządowych wasali, są niczym balonik - puste w środku. Bo efektywnie można człowieka odciąć od internetu na dwa sposoby: zastosować schemat "na jednego człowieka jeden szeryf przypada" (wg. pana Młynarskiego) lub odkurzyć starą ale skuteczną naukową metodę, notabene również wymyśloną i wprowadzoną we Francji (vide ilustracja).
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Kiedy się budzę, siedzi na wezgłowiu łóżka Cały dzień spędzam z Szarem. Kiedy mu się sprzykrzy Życie z Szarem rzecz jasna ma też dobre strony: o strzelisty minaret, o napięty żagiel
czwartek, 03 grudnia 2009
W dzień, gdy wychodziłem do pracy, wyglądało jak składnica złomu z pajęczymi ramionami karuzel co czepiały się niskich chmur i zastygłym w górze wagonikiem na wygiętym szkielecie kolejki uśmiechniętym zupełnie jak szczur, który właśnie zagryzł dinozaura. Gruby facet wbity w kombinezon bez pośpiechu oliwił wrota Domu Strachów. Między ślepe stragany wpełzał szary poranny chłód zatruwając tęsknotą za domem myśli wszystkich czarnoskórych sprzątaczy wiosłujących miotłami jak gdyby pod stopami mieli długie łodzie. W biurze zastał mnie wieczór i deszcz. I ulice jak pokład okrętu targanego przez burzę. Przede mną, niewątpliwie szalony latarnik śnił otwarty, kolorowy lunapark. W strugach wody i porywistym wietrze. Osłupiały i mokry stałem, nasłuchując śpiewu śliskich syren ale tylko szumiał w uszach wicher, tylko wlewał się za kołnierz deszcz. Dobrze zresztą, bo nie było tam Ciebie by mnie ciasno przywiązać do masztu pomyślałem sobie, już w hotelu, pod gorącym, deszczowym prysznicem.
środa, 14 października 2009
Agent Tomek Kołodziej z Przasnysza Agent Tomek Jagiełło spod Gniezna Agent Tomek Zieliński z Bydgoszczy Agent Tomek Kowalski z Karpacza Agent Tomek Kwiatkowski z Halemby Agent Tomek Małecki z Gołdapi Agent Tomek Piotrowski z Lidzbarka
poniedziałek, 14 września 2009
Ona ma dar języka i słowa się do niej garną elektryzują powietrze skacząc dokoła jak iskry albo strzelają do góry z fajerwerkowym poświstem względnie malują po ścianach na biało, czerwono i czarno. I każde z nich jest kobietą. Przed szafą pełną znaczeń staje co rano niepewne co dzisiaj na siebie włoży czy będzie ostre jak oset czy trawą się będzie płożyć i żadne z nich, nawet w zdaniu, nie jest ci dane na zawsze. Ona ma dar języka. Potrafi go owinąć w mgłę miękką o poranku. Potrafi nim zespolić wieczór, papieros i wino Język. W ust aureoli jest serpentyną. Poliż.
wtorek, 08 września 2009
Podobno po jednym z wielu pogrzebów Michaela Jacksona, na cmentarzu, na którym został pogrzebany, w górę poszybowały ceny tzw. kwater. Tym samym zjawisko celebrytyzmu przeniosło się również w życie (poza)grobowe i tylko patrzeć jak pojawi się nowy rodzaj tabloidów, tzw. deadloid - opisujący przygody, kłopoty i romanse znanych ludzi po tamtej stronie wieka. Widzicie już te tytuły? "Freddie Mercury przewrócił się w grobie! - nowa płyta Mandaryny". Albo "Dla kogo Madonna straciła głowę tym razem? Poszukiwania czaszki trwają". Względnie "Jestem w proszku. Krzysztof Ibisz opowiada o swojej kremacji". No i wreszcie paparazzi będą mogli poprawnie ustawić ostrość zdjęć, bez obaw że obiekt im ucieknie... Rychło też świeżą (no, powiedzmy) krew zwęszą agencje marketingowe i zwrócą się do rodzin osób pochowanych w pobliży celebrytów z propozycjami wykorzystania powierzchni reklamowych na nagrobkach. Na górze "Ignacy Dreptak 1905-1978 Niech spoczywa w pokoju" a poniżej, kontekstowo: "Pokoje do wynajęcia. Tanio." lub "Komplet wypoczynkowy LENIWIEC polecają Zakłady Meblarskie w Raciążu". A zamiast ławeczek - mały zgrabny billboard. Michael Jackson rozpoczął również inny trend - tzw. turystykę funeralną (wcześniej uprawianą z mniejszym rozmachem przez naszego rodaka - generała Sikorskiego). W związku z jego licznymi pochówkami na całym świecie oraz z faktem iż rzesza jego fanów nieubłaganie również przenosić się będzie w miejsca poniżej poziomu morza, rozpętać się może histeria ekshumacyjna, mająca na celu (wzorem gruppies) leżenie zawsze możliwie najbliżej ukochanego wokalisty (lub innego celebryty). Myślę, że da to implus do tworzenia wielu nowych miejsc pracy dla osób niewykwalifikowanych (łopata) oraz dla managementu (zarządzanie kopaniem i zasypywaniem) i przyczyni się do wzrostu gospodarczego w krajach o dogodnej strukturze gleby. Na sile może również przybrać zjawisko, którego przedsmak mieliśmy z okazji pogrzebu ks. Twardowskiego, kiedy to szanownego zmarłego przeznaczono zawczasu (choć zarazem i poniewczasie) do pełnienia roli atrakcji turystycznej w budowanej właśnie świątyni Opatrzności Bożej. Oczami wyobraźni widzę parki rozrywki, aquaparki i inne tego rodzaju instytucje walczące zajadle w przetargach o prawo pogrzebania u siebie, na czas określony, kogoś znanego. Przez myśl przebiegła mi również możliwość wskrzeszenia (cóż za niestosowne słowo) instytucji relikwii. Ale przecież pośmiertni managerowie gwiazd (tzw. afterliferzy) nie dopuściliby do tak haniebnego rozproszenia kapitału. Nadchodzi nowa epoka moi drodzy. Dbajcie o zęby.
środa, 26 sierpnia 2009
Dreptak wpadł do mieszkania wcześniej o kilka godzin Gach wygląd miał dość mizerny a owłosienie rzadkie, "Oj Kaźmierz" - jęknęła za włosy ciągnięta małżonka Eugenia - "Bo nie dalej jak wczoraj był u nas taki komitet Tu Dreptak zbladł, poczerwieniał, przez chwilę łapał powietrze
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Świat w kryzysie, słońce praży nieludzko, Leży Dreptak, leży żona Dreptaka A dziewczyny były piękne tego roku Więc dostawał Dreptak skórki gęsiej Po czym łezkę ocierał z oka W końcu zaklął, splunął, obsobaczył
piątek, 31 lipca 2009
WPIS SPONSOROWANY Jak podają sponsorowane media, w nocy z 16 na 17 czerwca ukradziono z Muzeum Tymbarku zabytkowy kapsel z 1936 roku. I na nic się zdały zabezpieczenia oraz nowoczesne systemy monitorujące zabytkowe kapsle - nieznani sprawcy weszli do muzeum po czym weszli w posiadanie cennego zabytku. Już po samym zdjęciu ukradzionego kapsla, które publikuje sponsorowana Interia, widać jak cenny i historyczny to przedmiot. Na pierwszy rzut oka da się poznać, że kapsel przeżył schyłkową sanację, wojnę światową i mroczne czasy komunizmu, że dzielił tułacze losy narodu polskiego, przechowywany najpierw z powodów sentymentalnych, potem jako talizman a wreszcie jako cenna narodowa pamiątka, która pod twardym butem radzieckiej okupacji przypominała o smaku soków niepodległości. A teraz ktoś go wykradł i pewnie będzie chciał owo dziedzictwo wyprzedać. Niewykluczone, że za bezcen. Na szczęście tam gdzie nie radzą sobie firmy ochroniarskie i policja, radę dają działy marketingu i internauci. Oto powołano (pod osłoną nocy, jak informuje Interia) specjalną ekipę poszukiwawczą oraz uruchomiono internetowe centrum poszukiwań. W jaki sposób znaleziono w internecie jakiekolwiek centrum - pozostaje tajemnicą słodką jak soki z Tymbarku. W każdym razie jeśli czujesz się internautą, czuj się również zaproszony do udziału w poszukiwaniach kapsla. Jeśli czujesz, że Twoje życie potrzebuje nowego otwarcia - poszukaj z Tymbarkiem cennego zamknięcia. Jeśli nie możesz znaleźć w tym wszystkim sensu - poszukaj kapsla. Zawsze to coś, zwłaszcza jeśli można przy okazji wygrać pamiątkowy samochód. Nieduży, ale zgrzewka soków z Tymbarku i otwieracz do kapsli - wejdzie. W każdym razie przebieg śledztwa można śledzić na owej, bezczelnie przyklejającej się do każdego słowa "kapsel" stronie internetowej. Zgodnie z duchem czasu, można je również obserwować na Blipie, Facebooku, Twitterze oraz YouTube. Podobno ekipa śledcza pracuje nad tym, żeby można było zostać znajomym kapsla na Naszej Klasie. I żeby odpowiadał na maile. A póki co, poszukiwania trwają a cała firma Tymbark, ograbiona bestialsko ze swojego talizmanu, chodzi smutna i przygnębiona. Pozostaje zatem zaapelować do ludności o obywatelską postawę i włączenie się. Bo cóż może się stać jeśli smutek i przygnębienie przesączać się zaczną do produkowanych napojów? Czy chcemy aby uśmiech zniknął z twarzyczek naszych pociech po wypiciu Kubusia? Czy pragniemy, w upalne popołudnie, zafrasować się po wlaniu w siebie jabłkowego z miętą? Czy potrzebna nam dodatkowa melancholia w procesie łagodzenia kaca? Na te (i inne) pytania musimy odpowiedzieć sobie sami...
niedziela, 26 lipca 2009
Moja Miranda żyje na wyspie, wyspie w nocy stającej na palcach Kiedy burza odchodzi, sine błyskawice Pod płaszczem mgły o świcie zostają na brzegu |
Archiwum
Zakładki:
- Nawigacja -
Czytuję
Gadżety i programy
Słucham
Szafiarze
Z listy fetyszysty
Reklama na blogach - Blogvertising.pl
|