czwartek, 25 listopada 2010

   Obserwowanie zachowania przedstawicieli gatunku Homo Sapiens w sytuacjach ekstremalnych jest jednym z moich hobby. Lubię przyglądać się metamorfozie osób siadających za kierownicą samochodu, śledzić zachowania kolejkowe, towarzyszyć matce z dzieckiem kiedy życie konfrontuje ją z inną matką z dzieckiem i tym podobne. Nic jednak nie da się porównać z tym co dzieje się z człowiekiem kiedy tylko uda mu się zająć miejsce naprzeciw konsultanta w Salonie Operatora Telefonii Komórkowej.

   Oto mężczyzna w sile wieku, prawdopodobnie ojciec rodziny (niewykluczone że wielodzietnej), który co piątek zasila razem ze szwagrem krajowy monopol spirytusowy solidną i stałą kwotą, popada w duchową rozterkę czy wybrać abonament droższy o pięć złotych żeby móc za to  bez ograniczeń rozmawiać z sąsiadką czy też raczej zachować te pięć złotych dla siebie bo w sumie sąsiadka ma skłonności do monologowania i to nie na temat. Po czym tkwi w niej (w rozterce a nie w sąsiadce) przez następne dziesięć minut aż do chwili kiedy konsultant wybije go z dylematu i wtrąci w czarną rozpacz proponując kilka dodatkowych opcji.

   Mężczyzna rwie z głowy posiwiałe przedwcześnie włosy, konsultant tłumaczy korzyści i koszty, toczy się wewnętrzna, odwieczna walka między skąpstwem (zwanym w kręgach biznesowych gospodarnością) a epikureizmem. Skaczą cyfry, mnożą się możliwości, synapsy (ile ich tam kto ma) jarzą się od wysiłku. Mijają kolejne daremne minuty. Gęstniejąca za plecami kolejka oczekujących wzbiera niemym protestem...

   A oto przy innym stanowisku zasiadła matka z nastoletnią córką. Matka, z wyglądu i deklaracji ("będzie na firmę") bizneswoman. Córka - skrywająca włosy blond pod modną w tym sezonie czapką stylizowaną na krasnoludka Gapcia z disneyowskiej wersji Królewny Śnieżki. Konsultant już wie, że nie będzie łatwo. Przeczuwa to również czekająca za plecami obu pań kolejka (niektórzy nawet poddają się i wychodzą w gęstniejący za oknem salonu mrok). Rozpoczyna się walka.

   I znowu skaczą liczby, marszczą się czoła, czółka i noski. Ogrzane od wysiłku powietrze unosi czapkę krasnoludka Gapcia na zasadzie balonu zwanego montgolfierą. Matka próbuje ogarnąć rzecz biznesowo ale wysiłek to daremny bo ilość opcji zdaje się przekraczać jej możliwości obliczeniowe. Mijają minuty. Noski i czółka są już pomarszczone tak, że wizyta w SPA zdaje się nieuchronna. Czapkę trzeba przytrzymywać żeby nie uleciała. Czy wziąć ten abonament z SMSami bo w sumie to córka dużo pisze czy taki elastyczny bo również dużo gada albo może wziąć ten z minutami i jakiś pakiet dokupić bo to na to samo wyjdzie tylko że jak przekroczy to wtedy będą dodatkowe koszty a tych kosztów to rozumie pan chcielibyśmy uniknąć więc jakby na przykład to połączyć i dodać taki jeszcze jeden pakiet ale to tylko na sześć miesięcy a potem trzeba będzie płacić więcej o trzy złote i żeby było wie pan na firmę to wtedy się VAT odliczy więc może jednak to nie będzie takie drogie a tak właściwie to jakie państwo macie telefony?

   Wzmianka o telefonach gasi ostatnie płomyki nadziei tlące się jeszcze w ludziach czekających na swoją kolej. Bo oto konsultant zaczyna model po modelu wyjmować telefony z pudełek i prezentować obu paniom. I wie pan, żeby był taki mały, zgrabny ale miał pełną klawiaturę i aparat żeby miał taki z pięć megapikseli, o ten jest ładny ale nie ma pan w innym kolorze bo ten czarny to taki smutny i żeby nie był Ericcsson bo moja ciotka miała i jej się popsuł a ten po ile? A za złotówkę państwo takich nie macie? Straszna drożyzna, popatrz Jola a ten to taki jak miał ten, no, w tym serialu, straszny buc, nie tego nie weźmiemy to już raczej może ten poprzedni, może go pan jeszcze raz pokazać? No ale ten ma tylko 3 megapiksele, to nie, to może jednak lepiej ta Nokia, no już sama nie wiem, nie ma pan jeszcze jakichś innych? Ale żeby były za złotówkę!

   W oczach osób stojących w rzednącej kolejce maluje się wtedy rozmarzenie. Wszyscy jak jeden mąż myślą - oooo niech no ja tylko dojdę do tej lady, niech no się rozsiądę, niech czapkę zdejmę i szalik rozchełstam, zobaczycie wszyscy. Zobaczycie!

   Szalenie lubię gatunek Homo Sapiens. Mam jednak obawę, że konsultanci Salonów Operatorów Telefonii Komórkowej nie podzielają tej mojej sympatii. Nie mylę się prawda?

11:15, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (4) »
wtorek, 16 listopada 2010
Człowiek jest jak pieczywo. Albo na zakwasie albo jak na drożdżach zwłaszcza tu i ówdzie.
07:54, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (5) »