środa, 31 grudnia 2008

   Ponieważ generator wierszyków świątecznych cieszył się sporym wzięciem, niniejszym odkurzam zeszłoroczny generator wierszyków sylwestrowych. Proszę się częstować i jakby co - zgłaszać zapotrzebowanie na konteksty środowiskowe :)


11:45, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 grudnia 2008
poniedziałek, 22 grudnia 2008

  Pamiętacie zeszłoroczny generator życzeń sylwestrowych? Kontynuując tę świecką tradycję, przygotowałem tym razem generator wierszyków wigilijnych. Takich wiecie, do wysyłania znajomym przy pomocy SMSa lub (w przypadku pokojeń przedwojennych) na kartce pocztowej.

   Działa to tak: najpierw wybieramy z listy "Kontekst środowiskowy" - opis najbardziej do nas i do naszej sytuacji pasujący. Następnie zastanawiamy się chwilkę czy nasze imię lub pseudonim da się zmieścić lub skrócić do dwóch lub trzech sylab (większość się da. Jeśli komuś dano na chrzcie np. "Archeopteryks" to oczywiście ma problem). W zależności od tego czy wyszło nam np. "Józek" czy "Bożenka" - wpisujemy nasze imię w polu "dwusylabowy" lub "trzysylabowy".

   A potem klikamy w "Zrób wierszyk" i już.

   Za każdym kliknięciem mamy szansę na trochę inny wierszyk. Paletę kontekstów środowiskowych i możliwych wariantów mogę, na życzenie - rozwinąć :)

15:35, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (45) »
wtorek, 16 grudnia 2008

   Ja Bonda to kocham od dziecka, kiedy jeszcze za komuny uczęszczałem na półlegalne projekcje filmów o agencie Jej Królewskiej Mości w lokalnym Klubie Fantastyki. Projekcje oczywiście z kasety VHS, niejednokrotnie z niemieckim dubbingiem i czytaną przez jednego kolegę listą dialogową przetłumaczoną tak, że dzisiaj wyśmiano by ją na napisy.info.

   No i bardzo mi w związku z tym przykro, że muszę zjechać nowego Bonda. Bo choć jego nowe wcielenie spodobało mi się w Casino Royale to podczas oglądania kontynuacji poczułem głód. Ja chcę prawdziwego Bonda! No dobrze. Ok. Można sobie było odpocząć od bondowskiej franczyzy przez jeden odcinek ale ja chcę mojego Bonda back!

No i o takiego Bonda walczyliśmy

   Sami powiedzcie, co to za 007, który przez cały film za najbardziej wyszukany elektroniczny gadżet ma komórkę Sony Ericsson? I który w scenie otwierającej daje się gonić bandytom, o mało nie przypłacając tego pościgu życiem, zamiast jak to miał w zwyczaju odpalić rakiety zza tablicy rejestracyjnej, rozlać olej lub w ostateczności rozwinąć skrzydła i odlecieć? Co to za Bond ja się pytam, który kiedy mu ostrzeliwują samolot daje się zestrzelić jak dziecko zamiast przeskoczyć na wrogi aeroplan i natłuc złemu pilotowi po mordzie? A co do sceny ze spadochronem, to niech filmowcy pooglądają sobie Moonrakera. Tam jest wzorcowa (notabene robiona nie na komputerze tylko podczas prawdziwego spadania) scena ze spadochronem.

   Poza tym proszę specjalistów od bijatyk, żeby nieco zwolnili tempo. Ja może już stary jestem ale przy niektórych mordobiciach momentami w ogóle nie wiedziałem kto aktualnie leje kogo (co istotnie wpływało na poziom suspensu, zwłaszcza że mordobicie odbywało się w suspensie właśnie i to dyndającym). Rozumiem, że w epoce montażu cyfrowego, robienie ujęć po dwie klatki nie sprawia takich problemów jak kiedyś, kiedy trzeba je było kleić, ale zważcie panowie montażyści, że w takim szybkim tempie widzom się wszystko rozmywa a przy okazji rozmywa się product placement.

   I na ostatek, prośba od starego gadżeciarza. Nie róbcie mi tego, żebym miał lepszą komórkę niż James Bond. Przecież on jest od tego żeby mu zazdrościć.

MalutkiDuuuży

   Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie. Zauważyłem że z odcinka na odcinek, James Bond ma coraz dłuższy pistolet. Vide powyższe ilustracje.

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Droga powrotna jest dłuższa. Ta którą się odchodzi
jest szeroka i zdobna w strzeliste cyprysy
pokazujące miasta, z których każde błyszczy
złotymi cyferblatami samych szczęśliwych godzin.

Droga powrotna jest dłuższa. Zwłaszcza że wraca się boso
przez dżdże i dnie przykrótkie i przygruntowe przymrozki
dźwigając na chudych plecach jedynie bagaż troski
że tak naprawdę się nie wie skąd jest ten powrót i dokąd.

Ale potem widzi sie dom, pełgający na wzgórzu jak ognik,
słyszy wrzawę, którą ślą na spotkanie merdające podwórzowe burki
i pomimo że czuje się w stopach ciężar nocy, lat, dni i tygodni

to uskrzydla żwirowa ścieżka zbiegająca zawadiacko z górki
i ta ulga którą odczuwasz, gdy wyjmujesz z kieszeni spodni
Klucz. Nadal pasujący do skrzypiącej ogrodowej furtki.

11:37, debergerac , Liryki
Link Komentarze (3) »