wtorek, 31 marca 2009

   W zeszłą sobotę, WWF zorganizowało akcję gaszenia światła, które to gaszenie ma podobno pomóc staruszce Ziemi. Nad wyraz chytrze akcję zaplanowano na godzinę w której na dworze (lub na polu, w zależności od zaboru) jest już ciemno, dzięki czemu akcja zdecydowanie zyskała na spektakularności.

   Traf chciał, że byłem akurat wtedy w galerii (bo lubię światowe życie) handlowej, która ochoczo dołączając się do akcji WWF również postanowiła na godzinę światło przygasić. Niestety galeria nie poszła na całość i światło, jako się rzekło, tylko nieco przyćmiła zamiast zgasić je zupełnie, dostarczając w ten sposób wszystkim obecnym pretekstu do pysznej i nieskrępowanej obecnością kamer przemysłowych zabawy. Ale błąkając się z koszykiem po pogrążonych w półmroku meandrach marketu, otoczony przez fantastyczne, niewyraźne kształty chrupek z promocji, posępne sześciopaki piwa i wyszczerzone kubki z kefirem, miałem czas aby pomyśleć o tym jak bardzo potrzebna i pożyteczna może być taka akcja. Niekoniecznie dla Matki Ziemi (którą to wydarzenie, w odróżnieniu od Fileasa Fogga bynajmniej nie obeszło) ale np. dla ojców ziemian.

   Także Ty możesz wziąć udział w globalnym wydarzeniu. Wystarczy, że gdziekolwiek będziesz - zgasisz światło!  - krzyczy do nas strona internetowa WWF. W odpowiedzi na ten apel, starszy księgowy Dreptak Stanisław, zgasił światło i pod osłoną ciemności przeprowadził bilans młodszej referentki Miziakównej, zakończony dokładnym, komisyjnym (z kolegą) audytem. W innym punkcie miasta, lekko tylko nietrzeźwy motorniczy Korben Waldemar, otwierając kolejne piwo o szafkę z bezpiecznikami, wywołał zwarcie które mimowolnie dołączyło do akcji WWF całą komunikację tramwajową. A aktywista "zielonych", Karmin Edward, przyłączając się do protestu, wyłączył na godzinę agregaty chłodzące reaktor atomowy w Rębieszewie.

   Jednocześnie grupy ideowej młodzieży powykręcały wszystkie żarówki w windach i na klatkach schodowych, po czym złożyły uroczystą przysięgę że nigdy ale to nigdy nie będą piły alkoholu lampkami. Górnik Walczak Ignacy, wracając z szychty, zgasił jedną celną ripostą swojego teścia a w pobliskim szpitalu miejskim, staraniem personelu medycznego - zgasło kilku pacjentów.

   Wyłączenie świateł tego samego dnia o określonej porze przez ludzi na całym świecie prawdopodobnie okaże się najgłośniejszym jak dotąd komunikatem opinii publicznej w sprawie pilnej potrzeby podjęcia globalnych działań przeciwko nadmiernemu ocieplaniu się Ziemi. ? mówi Stępniewski. - czytamy na stronie WWF. Czytamy nie wiedząc kim jest Stępniewski ale zgadzając się z nim w całej rozciągłości bo wolelibyśmy aby Ziemia nie ocieplała się globalnie tylko lokalnie, u nas. Jednocześnie, obserwując reakcję teściowej, której zgasiliśmy o 20-tej światło w kiblu, nie wahamy się, wzorem Stępniewskiego, nazwać owego komunikatu - najgłośniejszym.

   Drodzy moi, Ziemia czeka na takie akcje. Niniejszym ogłaszam zatem, że w najbliższy piątek, wszyscy którym droga jest ekologia, powinni od godziny 12 do 13-tej chodzić z rozwiązanymi sznurówkami. Rozwiązanie sznurówek przez wszystkich ludzi na świecie (tych co mają buty) stanie się jeszcze głośniejszym komunikatem opinii publicznej w sprawie rozwiązania palących problemów. Natomiast od 14-tej do 15-tej nie palimy papierosów, co stanie się komunikatem w sprawie rozwiązania problemów niepalących. W najbliższą sobotę, od 7 do 8 rano, nie pijemy piwka i pozwalamy żeby nas suszyło, dając tym samym wyraźny komunikat w sprawie pustynnienia kuli ziemskiej. Jeśli na skutek tej akcji ktoś popadnie w delirium połączone ze stanami lękowymi - tym lepiej. Będzie to głośny protest przeciwko niszczeniu stanowisk lęgowych ptaków. A propos ptaków - w niedziele, wszyscy panowie wiążą sobie na wyżej wspomnianych różowe kokardki w proteście przeciwko dyskryminacji płci i mówią przez cały dzień do swoich wybranek per "żabciu", dając tym samym wyraz sprzeciwowi wobec nie zapewniania kanałów dla płazów pod autostradami i drogami szybkiego ruchu. A propos "szybkiego ruchu"... albo nie, ten protest może pominiemy...

   Zaś organizatorom podobnych akcji proponujemy protest pod hasłem "Ziemia wszystko wyciągnie". Zbiórka w poniedziałek rano, przynosimy sześciostrzałowe rewolwery z jedną kulą w bębenku. Ten protest w założeniu również będzie głośny.

10:57, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 marca 2009
... szczególnie polecamy nasze zmarłe niedawno parafianki...
piątek, 20 marca 2009
czwartek, 19 marca 2009

   Pasjami lubię oglądać trzecie części filmów. O ile pierwszy sequel robiony jest jeszcze z nadzieją, że przebije się popularność oryginału i wejdzie się do wąskiego panteonu reżyserów, którym się ta sztuka udała, o tyle trójka robiona jest zawsze na luzie bo wiadomo, że się nie uda a chodzi tylko o to żeby zarobić. Ta czystość intencji sprawia, że trzecie części pozbawione są zazwyczaj owego drugoczęściowego zadęcia a ponieważ zazwyczaj pozbawione są również znacznej części pierwotnego budżetu - reżyser musi trochę pogłówkować.

   No i w przypadku Transportera 3 - pogłówkował. Dla tych, którzy nie oglądali żadnego z Transporterów, streszczę iż film opowiada o kierowcy. Znamy takie filmy. Nie jest to jednak remake swojskiej "Drogi" a Jason Stetham w niczym nie przypomina Wiesława Gołasa. Stetham z pewnością nie spala rankiem "petów dwóch" i słodzi jak trza herbatę (choć sądząc z postury robi to przy pomocy aspartamu lub anabolików). Stehtam nie wkłada waciaka przed wejściem do swojego Stara - on wkłada elegancki garnitur przed wejściem do swojego Audika. I choć, podobnie do Gołasa, świadczy usługi transportowe, to zazwyczaj sprowadzają się one do przewiezienia niewielkiej tajemniczej walizeczki lub koperty a nie rur i blach do budowy rurociągu w Rębieszewie.

   Tym razem Jason bierze robotę wbrew swojej woli. Jakiś hipermafiozo działający na rynku wschodnim (ulubiony ostatnio rodzaj mafiozów w filmie amerykańskim. Cosa Nostra jest ewidentnie w odwrocie) przy pomocy gazrurki (ulubiony rodzaj oddziaływania rynków wschodnich na zachodnie) pozbawia go przytomności, kluczyków do samochodu  i garderoby. Kiedy bohater odzyskuje władzę w członkach, mafiozo oddaje mu garnitur i wypucowaną audicę (co jest pewnym scenariuszowym zgrzytem bo przecież wiadomo, że ci ze wschodu nie oddają samochodów) i komunikuje mu, że oto zawarli ustną umowę o usługę transportową a zamiast GPSa i tachometru, na straży jej rzetelnego wykonania stać będzie błyszcząca, zatrzaśnięta na mocarnym przegubie kierowcy wybuchowa bransoleta. Oddali się taki od wozu na więcej niż sto metrów i bum!

   No a potem - jak to w Transporterach bywa - dużo i szybko jeżdżą a Stetham bije po twarzach wszystkich nasyłanych na niego mordali. W pewnym momencie, znużony monotonią tego bicia po mordzie ręką, zaczyna ich bić swoją garderobą: dusi krawatem, pozbawia przytomności maryna-rką, dziesiątkuje białą koszulą. Aż boję się pomyśleć co by im zrobił swoimi majtkami ale na szczęście napastnicy wyczerpali się zanim doszedł do paska od spodni.

   W związku z bransoletą, akcja filmu nigdy nie oddala się na więcej niż sto metrów od samochodu, co z pewnością jest okolicznością nader pożądaną przez reklamodawcę (tak się robi product placement panowie!). W kluczowym momencie główny bohater zabiera swój samochód nawet do pociągu pospiesznego (nie wykupując zresztą dla niego miejscówki), co może dziwić przedstawicieli cywylizacji zachodnich, ale dla nas jest przecież odruchem jak najbardziej normalnym - kiedy już się ma takie audi to nie można go spuszczać z oka bo ukradną. Ta kulturowa różnica niweczy nieco wysiłki scenarzystów aby zaskoczyć nas jakąś niecodzienną sytuacją.

   Oczywiście wszystko kończy się dobrze a główny badguy ginie w płomieniach jak to zwykle robią badguy'e. Z filmu zaś płyną różnorakie morały:

  1. Garnitur z Wólczanki może zabić (vide tutaj).
  2. Nie należy się nazbyt oddalać od swojego samochodu.
  3. Dobry mechanik samochodowy potrafi włamać się przez Internet do Pentagonu.
  4. Liczy się to co się ma pod maską.
  5. Kobieta na przednim siedzeniu to nieszczęście.
  6. Kobieta na tylnym siedzeniu to drzemiące nieszczęście.
  7. Poduszki powietrzne w audi nie otwierają się nawet kiedy skoczy się samochodem z mostu na jadący pociąg.
  8. Oprócz ręcznego i nożnego należy posiadać również hamulce moralne.
piątek, 13 marca 2009