piątek, 30 kwietnia 2010

   Przysłuchiwałem się ostatnio ożywionej rozmowie trzech moich znajomych o poglądach nazywanych u nas umownie "prawicowymi", obserwując z narastającym zdziwieniem jak na kanwie katastrofy smoleńskiej, wpadają w swego rodzaju potrójny rezonans i na fali owego rezonansu wznoszą się coraz wyżej i wyżej w argumentacjach jak to owa katastrofa spowoduje, że teraz nagle świat zauważy Polskę i że teraz to Putin z pewnością wyjawi całą prawdę o Katyniu a na dokładkę jeszcze obniży nam pewnie cenę za gaz i jak to cały świat dowiedział się nagle o znaczeniu i dziejowej roli byłego prezydenta i z nagła go docenił, dowartościował i przez to Polska będzie teraz na arenie międzynarodowej....

   Tu nie wytrzymałem (ale długo mi się udawało, przyznacie) i postanowiłem spuścić nieco powietrza z balonu który niechybnie wiódł ich coraz wyżej w stratosferę ku pewnej zgubie.

   Bo Polska, niezależnie od ilości swoich obywateli, których utraci w sposób gwałtowny (czy to w katastrofie czy to wysyłając ich na jakąś straceńczą misję) nie jest Mesjaszem Narodów. Jeśli już, to Marsjaszem Narodów - umiemy nieźle grać na piszczałce ale jak przyjdzie co do czego to byle Apollo łupi nas w końcu ze skóry sprytnie zmieniając reguły gry. I będzie to trwało tak długo, jak długo będziemy dawać się wodzić za nos emocjom, wzdychać z ukontentowaniem na widok Kmicica i trwać w złudzeniu, że gwałtowna masowa śmierć jest skuteczniejsza niż długie, dostatnie, pracowite życie.

11:02, debergerac , Polityki
Link Komentarze (2) »