czwartek, 31 lipca 2008

Nawet to mnie nie zniechęci...   Oto nieubłaganie zbliżają się wakacje. Wakacje spędzać można na wiele różnych sposobów: na martwego morsa na plaży, na niestrudzonego Paszczaka, na budowlańca (remontując świeżo nabyty dom lub mieszkanie), na Zorganizowanego Turystę, na Włóczykija i na tysiąc jeszcze i jeden innych. A ja w tym roku wyruszam w rejs. Tak. Wiem już gdzie ta keja, koja, kojak i kajak. Znam na pamięć wszystkie podstawowe węzły przez co od tygodnia śpię w butach, które nazbyt dobrze sobie zawiązałem. Zapuściłem sobie marynarski zarost i koszulkę w poziome paski. Piję tylko rum i klnę co się da od "stu furbeczek suszonych śledzi!". Obecnie zastanawiam się nad szkorbutem.

   A gdzieś tam, przy mazurskiej kei, kołysze się pod dotykiem lekkiej bryzy kadłub mojej (tymczasowo) żaglówki. Czasem wiatr jej na wantach zagra cienko a grube cumy odpowiedzą basem. Chłodne palce fal łaskoczą ją po burtach a zwinięte ciasno żagle czekają aby rozkwitnąć kiedy tylko przybędę.

   Oczywiście czeka na mnie również zaciekawiona i głodna populacja komarów oraz twarda koja, z którą mój kręgosłup będzie toczył zażarty spór przez następne dwa tygodnie. Czekają również portowe toalety i prysznice bez ciepłej wody ale za to ze skarbonką. I ci goście z jachtu obok, którzy potrafią do trzeciej rano śpiewać Stachurę używając tylko nieczystego Fis.

   Ale nastrój ogólnie mam romantyczny. I najchętniej popłynął bym tą łódką hen, na morza południowe, na jakieś Borneo albo Trynidad-Tobago... Niestety II Wojna Światowa skończyła się podobno za wcześnie i Hitler nie zdążył dokończyć kanału łączącego Mazury z morzem. Jakimkolwiek.

   Pozostają zatem tylko marzenia....

Dmuchany krokodyl

Ref:
Hej dmuchaj, dmuchaj krokodyla
niech dumnie pruje szczyty fal
porzuć wiaderko i daj dyla
na krokodylu w siną dal

1.
Już mama z tatą osłupiali
z głębin grajdołka patrzą w dal
a ja w tej dali w stronę Bali
płynę na gadzie jak na bal

A pan Ratownik połknął gwizdek
i stoi smutny niczym mors
liczy, że wpadnę na mieliznę
swój owłosiony drapiąc tors

2.
Próżno mnie gonisz kanonierko
wojsk pogranicza, próżny trud
nie po to-m rzucił me wiaderko
nie po to-m tak ostatnio schudł

Muszę na Bali! Tam w oddali
są palmy, topless i tam-tam,
tam się nocami wulkan pali
wyje tubylec (straszny cham)

3.
Żegnaj rodzino, żegnaj szkoło
dziś edukacji mówię "pas"
jutro tubylca w niskie czoło
cmoknę (a nie ma on dwóch klas!)

I choć żywioły wystawiają
twą gumę na morderczy test
ku Bali, Mali i Hawajom
płyń krokodylu na nord-west!

10:43, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 28 lipca 2008

Nad brzegiem wielkiej rzeki Nil, co wije się obficie
stał nosorożec Wacław i podziwiał swe odbicie
Podziwiał swoją dumną skroń i mruczał: "Mój kolosie.."
ciut pieszczotliwie kiedy wzrok padał na róg na nosie.

Ten róg na nosie to jest coś: wzniesiony ponad chmury
jak znamię dumy, kasty znak, strzelisty akt natury.
I gdy go kontemplował tak, to troszka tuż po troszce
uzasadnioną poczuł chęć by zostać jednorożcem.

Aby sawanny rzucić ruń i puścić się galopem
lekkim i zwiewnym z grzywą ciut rozwianą a'la Chopin.
Tam gdzie zroszone tonie łąk, tam gdzie (o Boże mocny!)
świtem wybiega dziewcząt rój w samych koszulach nocnych.

Gdzie romantycznie pachnie wrzos, kwitnący pod księżycem
gdzie gonią za mną prężąc gors i mrucząc "Ja cię chwycę.."
Tam moje miejsce. Tam mój dom. To nic żem utył trochę,
i bujność włosia już nie ta - niejedną jeszczę Zochę,

Manię czy Basię będę mógł uwieść na kwietnej łące
rogiem niejeden jeszcze ja dziewiczy wianek strącę
(by potem rozkoszować się świeżo nabytym pąsem,
tudzież koszulką kiedy nań popatrzeć się pod słońce)

Nad brzegiem wielkiej rzeki Nil, co wije się obficie
stał nosorożec Wacław i wiódł swe podwójne życie.
I w sumie nie wiadomo nam czy swój osiągnął cel
prowadząc bloga jednorożec kropka blox kropka pl...

16:25, debergerac , Oldies
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 lipca 2008

1.
Szyper Cyprian, co mieszkał na Cyprze
spać po nocach nie umiał z podniety
gdy w tawernie usłyszał - "Wiesz szyprze,
na tej Krecie - cudowne kobiety"
Od tej pory nasz szyper po Cyprze
chodził smutny i wzdychał : "O rety..."
bo odczuwał, że ciągnie go i prze
w stronę Krety - przystani i mety

Ref.
Wściekły ojciec wygrażał mu ręką,
matka w płacz: "Czym rodziła Cię po to,
byś do żony swej mówił - Kretenko,
by do Ciebie mówiła - Cyprioto?
Lepiej szalej z rodzimą panienką,
szlag nas trafi - zostaniesz sierotą
jak do lubej swej powiesz - Kretenko,
ona zaś Ci odszepnie - Cyprioto...

2.
Skryta Greta żyjąca na Krecie
uważała - nie "pars", nie "pro toto"*
i marzyła tak w zimie jak w lecie
o romansie z przystojnym Cypriotą
Życie czasem przedziwnie się plecie
skrytej Grecie uplotło się oto,
że pojawił się kiedyś w powiecie
szyper Cyprian - Cypriota jak złoto!

Ref.
Matka Grety załkała dość cienko
ojciec spił się i stoczył się w błoto
"Jak ty będziesz nieszczęsna Kretenko
do małżonka się zwracać "Cyprioto"?
Nasze serca jak jajka na miękko
swej decyzji szatkujesz garotą
my pomrzemy jak on ci "Kretenko"
powie, ty mu odpowiesz "Cyprioto"

3.
Wbrew lawinie biadoleń i spazmów,
wydziedziczeń i pytań "co potem?"
choć wuj wszystko tłumaczył nie raz mu
ślub się odbył w najbliższą sobotę
I choć krzyczał "Już ja was załatwię!"
stryj wzburzony tkwiąc na szczycie palmy
żyli odtąd szczęśliwie na tratwie
na obszarze eksterytorialnym.

Ref.
Wprawdzie czasem on grzmotnie ją ręką
kiedy ona przypali risotto
lecz nie wydrze się na nią "Kretenko!!!"
ona zaś nie odwrzeszczy "Cyprioto!!!"
Morał zasię tej całej piosenki
politycznie poprawnych jest lotów:
Hej Cyprioci! Kochajcie Kretenki!
Hej Kretenki! Kochajcie Cypriotów!

17:04, debergerac , Oldies
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 lipca 2008

Senator Amidala aż
zadrżała patrząc w wizjer
za drzwiami stał skrzywiwszy twarz
on - galaktyczny fryzjer

Żądny uciechy, żądny głów
kryz, plerez, loków, pejsów -
- jak mnie uczesze będę znów
kokiem zahaczać w przejściu

(tak pomyślała sobie mnąc
w dłoniach tkaninę sukni
i jednocześnie chyłkiem mknąc
do wyjścia, w stronę kuchni)

Lecz on nastroszył tylko wąs
nożyce wyjął świetlne
i mruknął swój podbródek trąc:
i tak coś sobie zetnę


Mace Windu też jest łysy ale chowa pod czapką


i poprzedzany poprzez chuch
swego groźnego nimbu
ogolił Yodę, Wookiech dwóch
i mistrza Mace Windu

Potem zakrzyknął: Ty to wiedz!
Wypruję z ciebie kłaki
choćbyś mi schował się za piec -
dopadnę Cię Anakin!

I pewnie grzmiałby po dziś dzień
buńczuczny ten monolog
gdyby nie zjawił nagle się
cesarski stomatolog

I rozgorzała straszna rzeź
wśród krzyków: die! smiert! muerte!
płynęła świetlnej brzytwy pieśń
szczęk laserowych wierteł

A wokół jak zazwyczaj grzmi
grzmiało tornado trąb
kiedy walczyli: brwi za brwi,
włos włosem, ząb za ząb!

I wygrał fryzjer. Odtąd więc
czy Jedi czy też Sith
chodził z brakami pośród szczęk,
niezarośnięty zbyt...

wtorek, 22 lipca 2008
 
1 , 2