wtorek, 30 września 2008

   Ponieważ temat emerytalnych pożegnań, jak wynika ze statystyk, cieszy się dużą popularnością a rzut oka na naścienny kalendarz uzmysłowił mi że i do mojej emeryturki coraz to bliżej, pomyślałem, że wypadałoby uwspółcześnić nieco wiersz mistrza Waligórskiego o odchodzącym na rentę Dreptaku i spróbować wyobrazić sobie jak takie odejście mogłoby wyglądać dzisiaj...

Kaźmierz Dreptak, jak kapitan łodzi
która wraca z mórz po długim rejsie
patrzy w okno. Dzisiaj trzeba zwolnić
wysiedziane miejsce w openspejsie.

Dzisiaj trzeba spakować kubek
z ciut wyblakłą od starości wiewiórką
podliczając w myślach ile razy
z niego kawę się wylało na biurko.

Admin, łezkę ocierając ukradkiem,
unieważnia Dreptakowi login
po czym nos wyciera w rękaw w kratkę
niby spinacz to podnosząc z podłogi.

Pani Jadzia (lat czterdzieści i cztery)
w rozpacz wpada i obgryza palce -
któż jej teraz będzie prawił dusery
w pokoiku przy kserokopiarce?

Szef wkurzony niczym jasna cholera
i od rana nie powiedział słowa.
Ech! Kto z młodych będzie umiał mu teraz
tak jak Dreptak przywazelinować?

A co Dreptak? Zjadł ostatnią brzoskwinię
i w milczeniu przygląda się pestce.
Piszą w prasie, że istnieje życie
gdzieś na rynku pracy, po czterdziestce...

piątek, 26 września 2008

   No nie wytrzymałem. Niczym Michael Douglas w "Upadku", niczym Sylvester Stallone w "Rambo", Anakin Skywalker w "Zemście Sithów", Dustin Hoffman w "Nędznych psach" Peckinpaha i Jacek Fedorowicz w "Nie ma róży bez ognia". Obiecywałem sobie, że nie będę się już denerwował bzdurami jakie potrafią wypisywać durnie z legitymacją prasową. Ale mój czytnik RSS podstępnie podsunął mi dzisiaj pod oczy to coś i wszystko we mnie runęło. Zabezpieczenia się popaliły, tamy runęły, łańcuchy popękały a kłódki opadły z chrzęstem.

   Otóż ktoś podpisany pseudonimem dżek informuje szanowną publiczność że sprawcy ostatniej fińskiej masakry grali w Battlefield 2, sugerując że to właśnie uczyniło z nich zabójców.

   W tym samym czasie setki tysięcy młodych ludzi na całym świecie dostają do ręki prawdziwą broń, przechodzą szkolenia w jak najsprawniejszym uśmiercaniu przeciwnika (realnym!), szkoli się ich gdzie należy uderzyć nożem, jak zadać cios bagnetem, jak zbombardować moździeżem wioskę, jak najcelniej zrzucić bombę. Ba! Część z nich jedzie na wojnę i trenuje te umiejętności na prawdziwych, żywych ludziach. A potem wraca. I mieszka w domku obok.

   Ci dwaj porąbani finowie też byli w wojsku. Jeden z nich zresztą został z niego wyrzucony bo zaczął strzelać do kolegów. Ale to oczywiście o niczym nie świadczy bo psychopatą i szaleńcem został dopiero grając w Battlefield tak? I oczywiście żadnego wpływu nie miał fakt, że w Finlandii przez pół roku jest ciemno?

   Zaryzykuję tezę, że czytanie tego typu prasowej papki bardziej podnosi poziom agresji niż gra w grę online. Ze mnie w każdym razie robi maszynę do zabijania.  Idę potłuc wazon. I nie pytajcie mnie co zrobię jak to nie pomoże....

11:19, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 września 2008

Widziałem - w oknach się nie pali
więc wpadłem tutaj droga pani
proszę cię tę niezręczność pomiń
że wpadłem tu przez komin

Ref:
Ja chcę cię ssać tak jak wysysa się miętusa
no popatrz: kły zdezynfekuję spirytusem
Ja ze Stokera a ty z Bolesława Prusa
Ja ssać cię mussę
po prostu mussę

Ja chcę cię wyssać jak wysysa się ostrygę
niech tętent tętnic załomocze passodoble
nie jestem może Nosferatu, Fredy Kruger
lecz mam swój styl i mam przeciwsłoneczne gogle

Więc daj mi zosstać aż zasstanie nas świtanie
niech wysysanie nie narusza uczuć zrębów
jeśli nie lubisz peleryny to w pidżamie
popatrz przyniosłem nawet szczotkę dziś do zębów

Boli cię głowa? Zaraz minie nadciśnienie
Co do ksieżyca rownież jestem sspecjalisstą
Jak dasz mi possać może z tobą się ożenie
dla mnie ssexbombą jessteś, dla mnie jestes Misską

(A kiedy bedziesz moją żoną
może ci powiem że ten kołek
to trzyma się odwrotną stroną
ale tymczasem dalej! Ole!)

Ref:
Ja chcę cię ssać tak jak wysysa się miętusa
o marmur szyi dzisiaj zęby swe ukruszę
Ja ze Stokera a ty z Bolesława Prusa
Ja ssać cię mussę
po prostu mussę

19:18, debergerac , Oldies
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 września 2008
Plotka zatrzęsła osiedlem z siłą jasnego gromu:
Dreptak ze szwagrem w piwnicy budują zderzacz hadronów!
Ponoć dozorca ich widział, wracając wieczorem od córki
jak potajemnie znosili rury, przewody i rurki,
baniaki jakieś, druty, moc papierowych toreb,
termos, kanapki z serem oraz kuchenny taboret.
(taboret, jak potem w śledztwie zeznała Dreptak Eugenia
miał służyć by w razie odkrycia móc przysiąść ze zdumienia).
Przez tydzień z ciemnych piwnic słychać było stukanie,
potem przez tydzień skrzypienie, przez tydzień bulgotanie,
aż wreszcie huknęło zdrowo, a cieć Papućko Jerzy
orzekł że pewnie Dreptak z sukcesem wreszcie coś zderzył,
że on to zna się na tym (bo wszak jest starą kadrą),
i że na słuch to niechybnie musiał być spory hadron.
Na dalszy ciąg tej historii nie trzeba było czekać:
Dreptak wyleciał z piwnicy śpiewając na glos "eeureeeka"
(z melodią trudno uchwytną, gdy przez osiedle bieżał -
- muzycznie coś między "sokoły", "sto lat" i "czy ci nie żal").
A nazajutrz ludność miejscowa jednogłośnie rzekła, że z powodu
tego zderzacza Dreptak ich w rozwoju posunął do przodu
i że skoro, jak sie mówi, hadron nie rozsadza nazajutrz czaszki
będą teraz kupować u Dreptaka jego słynną hadronówke na flaszki.
A o skutki okolicznych zderzeń niech sie martwi PZU i władza
bowiem wolność badań naukowych na tym właśnie się w skrócie zasadza.
czwartek, 18 września 2008

   No dobra. Przyznam się. Zakochałem się we fryzjerze. W uroczo demonicznym Sweeney'u Todd'zie z Fleet Street. Skoro od dwóch miesięcy nie mogę się uwolnić od płyty z piosenkami z tego musicalu, to to musi być miłość i niech nie mówią nam że nie. Przy okazji zauważyłem u siebie jakieś głębsze zauroczenie  tym fachem, co jakiś czas odbijające się echem w moich wierszykach (vide tu). Niniejszym dodaję zatem do mojego bloga kategorię "Fryzjeryzm", w której publikowane będą wszystkie dzieła zahaczające o mistrzów brzytwy, pędzla i gruszki z wodą gulardową.

   Ale żeby uwolnić się jakoś od Sweeneya Todda, postanowiłem przetłumaczyć moją ulubioną piosenkę z tego musicalu czyli "Little Priest". Utwór tryskający czarnym humorem a w dodatku posiadający wyjątkowo udany, angielski tekst. Czy powiodła mi się próba uratowania lekkości tego tekstu w języku polskim pomimo widocznego niedostatku wyrazów jednosylabowych? - ocenicie sami.

   Dla tych, którzy nie przepadają za czytaniem przygotowałem również wersję śpiewaną (a ściślej biorąc: nuconą z lekka fałszywie), za którą z góry szanownych czytelników przepraszam:


Mały ksiądz
(tekst własny, muzyka: Stephen Sondheim)

MRS. LOVETT:
To okropny wstyd...
TODD: Wstyd?
LOVETT:
Marnotrawstwo wręcz...
Taki z niego byk
Jak mu było?
Było?
Jest!
Chcesz to grzeb go lecz...

Biznes idzie źle
dług to duża rzecz.
Pomyśl że to dar,
prosto w gar.
Załapałeś pan?

Strasznie szkoda go
Bo wiesz, przy tej cenie mięs
jaka jest,
jej pułapie,
jeśli łapiesz...

TODD: Ha!
LOVETT:
Załapałeś!

Weź na przykład, Mrs. Mooney i jej sklepik!
Jak się ładnie kręci a to tylko koty oraz tost!
A kociaki tu w Londynie jak wieszaki chude wprost
i z pewnością znacznie gorszy mają smak!

TODD:
Pani Lovett, cóż za czarujący wniosek
LOVETT:
Cóż, po prostu mi żal...

TODD:
Tak praktyczny
że to się nie mieści w głowie!

Pani Lovett, jak bez pani
żyłem tyle lat, no słów mi brak!
Co za słodki plan!
Świeżo upieczony pan!

LOVETT:
Pomyśl tylko!
Bród niebawem, ja Ci mówię
do golenia będzie w bród,
Czyż nie?
Marszem
farsz do 
Ciast!

TODD:
No cud!
Bród w bród!

TODD:
Czy słyszysz dźwięk którym dźwięczy świat?
LOVETT:
No, panie Todd?
No, panie Todd?
Cóż to za dźwięk?
TODD:
Chrupania dźwięk! Brata tak chrupie brat!
LOVETT:
Tak, panie Todd!
Tak, panie Todd!
Jakbyś pan zgadł!
TODD:
To podgryzania bliźniego jest chrzęst!
OBOJE:
Co zrobić kiedy nasz świat taki jest?

TODD: (mówi) Mamy ciężkie czasy pani Lovett.
A jak wiadomo tonący brzytwy się chwyta.
LOVETT: No to patrz ! Świeży i prosto z pieca!
TODD: Co to jest?

LOVETT:
To ksiądz. Niezbyt duży ksiądz.
TODD:
Czy to dobre jest?
LOVETT:
Aż za dobre jest wprost!
Poza tym, ma ciało nietknięte przez grzech,
świeży jest za trzech.
TODD:
Ale gruby ciut.
LOVETT:
Tylko koło ud.
TODD:
Ponoć tu w Londynie poetów jest w bród?
LOVETT:
Ale wiesz, z poetą masz problem
czy padł już na dobre czy śpiąc?
Lepszy ksiądz!

LOVETT:
Prawnik niezły jest.
TODD:
Gdy go długo piec...
LOVETT:
Ale popij go po kolacji
bo od apelacji to spec!

TODD:
Jakiś biały kruk?
LOVETT:
Czy by, znając twój patriotyzm
oficer piechoty być mógł?
Dba o czystość nóg.
Chociaż smak zależny od stanu jest dróg...

TODD:
Czy szef straży,
tam się smaży?
LOVETT:
Niee, on leży na plaży.
Sprzedawca to warzyw!
TODD:
Król sałat?
Raczej prałat!
LOVETT:
Skąd zielony na twarzy
by był?

TODD:
W historii zwykle na ciele mas
LOVETT:
Niepotrzebny grób,
to ogromny plus dla krewniaków!
TODD:
pasożyt z góry bezczelnie sie pasł!
LOVETT:
Tyle męskich bród,
potencjalne bogactwo smaków!
TODD:
Ożywcze będzie dla walki klas
OBOJE:
gdy masy górę skosztują choć raz!

TODD: Co to jest?
LOVETT:
To chłop.
Pewnie słucha pop.
Wewnątrz bułek zaś hamburgera
prawdziwy rozpiera się szkop!
A to danie dnia --
Pasztet z politykiem pieprzonym
podwójne, wzmocnione
ma dna.
TODD:
Nie wiem co to da,
bo przecieku źródłem się stanie raz dwa!
LOVETT:
Chociaż ciecze
się upiecze!
TODD:
Lecz mój brzuch przy kolacji
nie znosi sensacji!
LOVETT:
Aktor gruby,
prosto z próby?
TODD:
Głupich nie ma! Niech trema go żre!
Wpadnę tu jeszcze kiedy SĘDZIA będzie w karcie!

TODD:
Obsłużyć trzeba jak każe plan
LOVETT:
Tak, tak, ja wiem mój śnie!
TODD:
Klientów takich jak trafią się nam!
LOVETT:
Tych z wyżyn i na dnie!
TODD:
Tu każdy szansę ma pół na pół
Tak! Kiedy trafi już,
za okrągły nasz,
OBOJE:
na okrągły nasz
stół!

21:02, debergerac , Fryzjeryzm
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2