piątek, 10 września 2010

   "... i dlatego uważam, że papirusy to tylko przelotna, techniczna nowinka, która się nie przyjmie. Pomijam już fakt, że są nietrwałe oraz drogie i kłopotliwe w produkcji ale nic nie będzie w stanie zastąpić prawdziwemu bibliofilowi niepowtarzalnego zapachu glinianej tabliczki, zapachu który przypomina każdemu z nas, z czego go ulepiono. Nic też nie zastąpi tego głębokiego brzęku jaki wydają tabliczki gdy odkładamy je po przeczytaniu, brzęku w którym słychać jeszcze płomienie utrwalające na wieki wieków zapisane, człowiecze myśli.

   I jakże po tym papirusie pisać? Jakie nakłady należy ponieść na zaopatrzenie się w odpowiedni sprzęt? Czy ci, którzy proponują nam ów technologiczny przełom zastanowili się choć przez chwilę że orły i kałamarnice nie leżą na ulicach i że nie każdego (zwłaszcza na terenach pustynnych) będzie stać na zakup piór i atramentu? A teraz wystarczy tylko podnieść z ziemi byle jaki patyk i już można napisać książkę!

   A jak będą wyglądały nasze biblioteki kiedy zamiast porządnych, grubych tabliczek będziemy w nich przechowywać cienkie papirusowe kartki? Jak będzie się czuł bibliofil, kiedy zamiast czternastu szaf będzie mógł zmieścić całą książkę na połowie jednej półki?

   To się nie uda panowie! Owszem, techniczne usprawnienia są mile widziane ale czy nie lepiej byłoby się skupić na technikach melioracyjnych zamiast podnosić świętokradczą rękę na ostoję kultury i wiedzy jaką stanowi gliniana tabliczka? Czy tego właśnie najbardziej potrzeba teraz światu?

   A ponad wszystko: ile stron papirusu będziecie musieli podłożyć pod stołową nogę żeby się nie kiwała, hę? ..."

Ocalałe fragmenty glinianej tabliczki znalezionej w dorzeczu Nilu przez ekspedycję prof. Stephena Lopata. Datowane na około 3000 lat p.n.e.

11:13, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 02 sierpnia 2010
Na początku, wszechświat był malowany
w kolorowe, grube anioły o puszystych skrzydłach.
Był domkiem, poskładanym z wielobarwnych świętych
obrazków, jajek, choinki, pod którą ogromny
archanioł gonił z mieczem dwoje nagich ludzi
winnych tego jedynie, że pragnęli poznać
smak krągłych jabłek.

Nie było w nim Boga.

Tylko historie pasterzy, samozwańczych królów,
brodatych proroków, wojen i ucieczek,
miast płonących o świcie i posłusznych głębin
były albo zmyśleniem albo metaforą
ikoną pokrywaną cienką warstwą złota
tak cienką że starczyło poskrobać paznokciem

żeby dotrzeć do deski, ściętej, heblowanej
prostą dłonią człowieka, który bał się śmierci

i zmyślił nieskończoność. Byle jak, tak tylko
żeby mu tam po śmierci nadal było dobrze
a ci, co go krzywdzili smażyli się w smole.
Taką właśnie niewielką, ludzką nieskończoność
w którą zawlókł czas, przestrzeń i grube łańcuchy
przyczynowo-skutkowe. Gdzie z drewna wyciosał
jeszcze jednego boga na swój wzrost i obraz,
obdarzył go potęgą oraz wolną wolą
zgromadzenia kapłanów.

Nadal nie ma Boga.

Tego który potrafił tak pomyśleć wszechświat
że od drobin atomu aż po galaktyki
zrobił się sam i działa i czy to przypadkiem
czy zupełnie celowo stworzył mnie bym o tym
mógł pomyśleć. Jak Stwórca.

Albo jak Przypadek. Syn Fluktuacji Kwantowej
i Okoliczności, Dziedzic panuniwersum którego nie może
ani porządnie zwiedzić ni zmieścić w umyśle.
Albo jak konsekwencja niewielkiej mutacji
co dała wielkim małpom nazbyt duży mózg

i myśli o czymś więcej niż kość i drapieżnik.
Mutacji, która wpędza nas w poszukiwanie
sensu swego istnienia, nas, tak bardzo pysznych
że zdaje nam się pewnikiem Najwyższa Istota
która specjalnie dla ludzi wymyśliła Cel,

co nas kocha tak bardzo, że od tysiącleci
nie odpowiada na listy. Pewnie siedzi w pracy
po godzinach pilnując chmur elektronowych
i spiralnych galaktyk i wpada do domu
jedynie na niedzielę ale nawet wtedy
czyta tylko gazetę.

Tą samą co zwykle.
czwartek, 15 lipca 2010
A gnicie głowy i podrygi ogona są efektem milczenia środka. Kropka.
16:32, debergerac , Takie tam
Link Komentarze (2) »
środa, 19 maja 2010

   Autorzy dosyć kuriozalnego Apelu poparcia, opublikowanego dzisiaj na stronie J. Kaczyńskiego, powołują się na cytat z wiersza Zbigniewa Herberta p.t. Przesłanie pana Cogito. Cytat brzmi: "A gniew twój bezsilny niech będzie jak morze / ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych", a autorzy deklarują w następnym akapicie, że ten gniew będzie dodawał im sił. Pomijając już fakt niekompatybilności wspomnianego gniewu z nową, owczą twarzą Jarosława K. zastanawiam się czy (podążając wątkiem zwierzęcym) powyższy cytat nie jest czasami niedźwiedzią przysługą. Nie sądzę bowiem aby kandydat zadowolić się chciał samym tylko bezsilnym gniewem. Co więcej, gdy przeczytamy cały wiersz (łamiąc popularny ostatnio pogląd, że wystarczy czytać same nagłowki) skonstatujemy, że kandydat, po wczytaniu się w utwór poety powinien się właściwie na wspomnianą grupę twórców obrazić.

   Co bowiem wypisuje poeta i jakim przesłaniem raczą popierający kandydata? Zaczyna się ostro: 

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

W pierwszych dwóch wersach, poeta wysyła adresata apelu na przysłowiowe drzewo. Dalej jest jeszcze bardziej złośliwie:

idź wyprostowany wsród tych co na kolanach
wsród odwróconych plecami i obalonych w proch

... bo wszyscy wiemy, że żarty ze wzrostu człowieka są wyjątkowo w złym guście a słowo "obalony" zyskało w ostatnich latach zupełnie nowy desygnat. Potem poeta już jawnie jedzie po bandzie a następne dwa wersy podchodzą omalże pod kategorię "gróźb karalnych":

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

... by już w następnej strofie kwestionować umysłowe zdolności adresata:

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

Potem znany i lubiany fragment (nierzadko jedyny znany fragment wiersza):

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

... by w następnej kolejności (zahaczywszy o koligacje rodzinne) przypomnieć główne, funeralne przesłanie utworu:

niech nie opuszcza cię twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pojdą na twój pogrzeb i z ulgą rzuca grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

... i raz jeszcze zniweczyć całą medialną przemianę adresata:

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

... a potem poprzez kolejną uszczypliwość dotyczącą wyglądu:

strzeż sie jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swa błazeńską twarz

... skonstatować - "na bezrybiu i rak ryba":

powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

Potem robi się jeszcze smutniej. Poeta każe adresatowi kochać ptaka (które to uczucie jak wiadomo zupełnie nie daje się pogodzić z miłością do kota) i w niezbyt zawoalowany sposób daje do zrozumienia że nikt adresata nie potrzebuje:

strzeż sie oschłości serca kochaj źrodło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twojego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

... by dorzucić co nieco o ciemnej gwieździe, raz jeszcze przypominając żeby sobie poszedł:

czuwaj - kiedy światło w górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

Kulminacją utworu jest ostra krytyka retoryki wyborczej i przykra dla adresata prognoza wyniku elekcji:

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

... doprawiona sugestią dotyczacą politycznej przyszłości:

a nagrodzą cię za to tym co mają pod reką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

W końcu zalicza adresata do dosyć pesymistycznego grona bohaterów: tyrana i świntucha Gilgamesza, Hektora (ewidentny brak happy-endu) oraz Rolanda - przykładu na to jak można z totalnej klęski swojej i własnego wojska ukuć mit o bohaterskiej śmierci:

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

By na koniec przypomnieć jeszcze raz przesłanie utworu:

Bądź wierny idź

   Ja tam nie wiem czy bym chciał żeby mnie tak ktoś popierał. Przypuszczam również, że nie chciał tego genialny Zbigniew Herbert (którego niniejszym przepraszam za rzeź na jego wierszu). A już podpieranie się jego autorytetem w takiej sprawie podpada pod inny, mój ulubiony wiersz poety:

Potęga smaku

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dyskryminacji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie

Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa

22:16, debergerac , Polityki
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 kwietnia 2010
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73