Polityki

środa, 19 maja 2010

   Autorzy dosyć kuriozalnego Apelu poparcia, opublikowanego dzisiaj na stronie J. Kaczyńskiego, powołują się na cytat z wiersza Zbigniewa Herberta p.t. Przesłanie pana Cogito. Cytat brzmi: "A gniew twój bezsilny niech będzie jak morze / ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych", a autorzy deklarują w następnym akapicie, że ten gniew będzie dodawał im sił. Pomijając już fakt niekompatybilności wspomnianego gniewu z nową, owczą twarzą Jarosława K. zastanawiam się czy (podążając wątkiem zwierzęcym) powyższy cytat nie jest czasami niedźwiedzią przysługą. Nie sądzę bowiem aby kandydat zadowolić się chciał samym tylko bezsilnym gniewem. Co więcej, gdy przeczytamy cały wiersz (łamiąc popularny ostatnio pogląd, że wystarczy czytać same nagłowki) skonstatujemy, że kandydat, po wczytaniu się w utwór poety powinien się właściwie na wspomnianą grupę twórców obrazić.

   Co bowiem wypisuje poeta i jakim przesłaniem raczą popierający kandydata? Zaczyna się ostro: 

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

W pierwszych dwóch wersach, poeta wysyła adresata apelu na przysłowiowe drzewo. Dalej jest jeszcze bardziej złośliwie:

idź wyprostowany wsród tych co na kolanach
wsród odwróconych plecami i obalonych w proch

... bo wszyscy wiemy, że żarty ze wzrostu człowieka są wyjątkowo w złym guście a słowo "obalony" zyskało w ostatnich latach zupełnie nowy desygnat. Potem poeta już jawnie jedzie po bandzie a następne dwa wersy podchodzą omalże pod kategorię "gróźb karalnych":

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

... by już w następnej strofie kwestionować umysłowe zdolności adresata:

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

Potem znany i lubiany fragment (nierzadko jedyny znany fragment wiersza):

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

... by w następnej kolejności (zahaczywszy o koligacje rodzinne) przypomnieć główne, funeralne przesłanie utworu:

niech nie opuszcza cię twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pojdą na twój pogrzeb i z ulgą rzuca grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

... i raz jeszcze zniweczyć całą medialną przemianę adresata:

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

... a potem poprzez kolejną uszczypliwość dotyczącą wyglądu:

strzeż sie jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swa błazeńską twarz

... skonstatować - "na bezrybiu i rak ryba":

powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

Potem robi się jeszcze smutniej. Poeta każe adresatowi kochać ptaka (które to uczucie jak wiadomo zupełnie nie daje się pogodzić z miłością do kota) i w niezbyt zawoalowany sposób daje do zrozumienia że nikt adresata nie potrzebuje:

strzeż sie oschłości serca kochaj źrodło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twojego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

... by dorzucić co nieco o ciemnej gwieździe, raz jeszcze przypominając żeby sobie poszedł:

czuwaj - kiedy światło w górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

Kulminacją utworu jest ostra krytyka retoryki wyborczej i przykra dla adresata prognoza wyniku elekcji:

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

... doprawiona sugestią dotyczacą politycznej przyszłości:

a nagrodzą cię za to tym co mają pod reką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

W końcu zalicza adresata do dosyć pesymistycznego grona bohaterów: tyrana i świntucha Gilgamesza, Hektora (ewidentny brak happy-endu) oraz Rolanda - przykładu na to jak można z totalnej klęski swojej i własnego wojska ukuć mit o bohaterskiej śmierci:

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

By na koniec przypomnieć jeszcze raz przesłanie utworu:

Bądź wierny idź

   Ja tam nie wiem czy bym chciał żeby mnie tak ktoś popierał. Przypuszczam również, że nie chciał tego genialny Zbigniew Herbert (którego niniejszym przepraszam za rzeź na jego wierszu). A już podpieranie się jego autorytetem w takiej sprawie podpada pod inny, mój ulubiony wiersz poety:

Potęga smaku

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dyskryminacji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie

Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa

22:16, debergerac , Polityki
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 kwietnia 2010

   Przysłuchiwałem się ostatnio ożywionej rozmowie trzech moich znajomych o poglądach nazywanych u nas umownie "prawicowymi", obserwując z narastającym zdziwieniem jak na kanwie katastrofy smoleńskiej, wpadają w swego rodzaju potrójny rezonans i na fali owego rezonansu wznoszą się coraz wyżej i wyżej w argumentacjach jak to owa katastrofa spowoduje, że teraz nagle świat zauważy Polskę i że teraz to Putin z pewnością wyjawi całą prawdę o Katyniu a na dokładkę jeszcze obniży nam pewnie cenę za gaz i jak to cały świat dowiedział się nagle o znaczeniu i dziejowej roli byłego prezydenta i z nagła go docenił, dowartościował i przez to Polska będzie teraz na arenie międzynarodowej....

   Tu nie wytrzymałem (ale długo mi się udawało, przyznacie) i postanowiłem spuścić nieco powietrza z balonu który niechybnie wiódł ich coraz wyżej w stratosferę ku pewnej zgubie.

   Bo Polska, niezależnie od ilości swoich obywateli, których utraci w sposób gwałtowny (czy to w katastrofie czy to wysyłając ich na jakąś straceńczą misję) nie jest Mesjaszem Narodów. Jeśli już, to Marsjaszem Narodów - umiemy nieźle grać na piszczałce ale jak przyjdzie co do czego to byle Apollo łupi nas w końcu ze skóry sprytnie zmieniając reguły gry. I będzie to trwało tak długo, jak długo będziemy dawać się wodzić za nos emocjom, wzdychać z ukontentowaniem na widok Kmicica i trwać w złudzeniu, że gwałtowna masowa śmierć jest skuteczniejsza niż długie, dostatnie, pracowite życie.

11:02, debergerac , Polityki
Link Komentarze (2) »
środa, 20 maja 2009
czwartek, 07 maja 2009

Motto:
"Fotograf Krzysztof Hejke w liście do Lecha Kaczyńskiego oskarżył prezesa IPN o przekazywanie jego żonie Katarzynie Hejke, dziennikarce ?Gazety Polskiej?, dokumentów z archiwów Instytutu. Sugeruje, że dzięki nim Janusz Kurtyka ją uwiódł."

Jeśli mam ściągnąć ten sweter z dzianiny
daj mi coś z teczki Łuczywo Haliny,
zaś każdy guzik u mojej bluzeczki
opłać karteczką z innej, fajnej teczki.

Jeśli mnie widzieć chcesz bez biustonosza
przynieś papiery Czesława Miłosza
a za pończoszki, jak obłoczek mglisty
daj opozycjo-
-nistę z tejże listy.

Podwiązka prawa - na  biskupa Sawa
Podwiązka lewa - na Herberta Zbigniewa
A nim przychylnie uchylę ci stringów
Wisię Szymborską mi ustaw na ringu.

Potem mnie kochaj! W orgazmicznym błysku
ty, ja, dwóch posłów oraz arcybiskup
popędźmy rączo w objęcia szaleństwa!
I niech wiruje, niechaj trwa na wieki
ten seks bezpieczny w papierach bezpieki
ten afrodyzjak służby bezpieczeństwa!

20:25, debergerac , Polityki
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 lutego 2009
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13