Shorty

niedziela, 16 września 2007

W naszym studiu gościmy dziś prezesa towarzystwa lotniczego TPSA (Terrorist Proof Secure Airlines), które jako pierwsze wprowadziło w życie najnowsze zalecenia dotyczące bezpieczeństwa lotów, zaostrzone jak państwo pewnie pamiętają po atakach terrorystycznych z 1 kwietnia 2027 roku kiedy to omal nie doprowadzono do śmierci kilku pilotów podtykając im pod nos nieświeże skarpetki w paski. Czy nie obawia się Pan, że najnowsze środki bezpieczeństwa mogą być dla pasażerów nieco uciążliwe?

Staraliśmy się możliwie zminimalizować te uciążliwości i myślę, że nasi klienci zrozumieją, że czasem warto ponieść pewne koszty aby uniknąć zagrożenia życia.

No tak, ale czy wymóg rozebrania się do naga to nie jest jednak trochę przesada?

Niestety nie panie redaktorze. Jak dowiodły tego okoliczności ostatniego zamachu, w rękach zdesperowanego terrorysty właściwie każda część odzieży może stać się śmiercionośną bronią i zagrozić życiu załogi. Kiedy nasi specjaliści od bezpieczeństwa przyjrzeli się bliżej elementom odzieży noszonej w dzisiejszych czasach, uznali je za skrajnie niebezpieczne. I nie mówię tu o damskich szpilkach czy męskich krawatach - w naszym laboratorium udowodniono, że nawet bezrękawnik z włóczki może być groźny. Zresztą dzięki zakazowi wnoszenia odzieży uzyskaliśmy (oprócz poczucia bezpieczeństwa) zmniejszenie masy samolotu a co za tym idzie nasze samoloty spalają teraz mniej paliwa co z kolei przekłada się na mniejszą emisję spalin. Widział pan naszą reklamówkę?

Tą z nagą kobietą i niedźwiadkiem panda?

Tak. Tą właśnie. Dzięki takim posunięciom chronimy przyrodę i przyczyniamy się do zachowania ginących gatunków.

A czy łańcuchy, którymi przypinacie Państwo obecnie pasażerów, nie powodują z kolei zwiększenia masy samolotu?

Ależ skąd! Te łańcuchy wykonane są z ultralekkich stopów metali. To technologia ery kosmicznej proszę pana. Niestety łańcuchy okazały się niezbędne aby uzyskać od IATA certyfikat wysokiego bezpieczeństwa. Zresztą klienci sobie nawet chwalą. Mówią że delikatne pobrzękiwanie ich uspokaja.

Klasa Economy. Fot. TPSA
 

No a co z bagażem podręcznym?

Niestety musieliśmy zlikwidować to pojęcie. Bagaż podręczny okazał się zbyt niebezpieczny. Damska torebka, jak wynika z naszych testów, potrafi nieźle posiniaczyć. A użyta przez osobę szkoloną w sztukach walki staje się groźniejsza od kija baseballowego. Zresztą po wprowadzeniu łańcuchów bagaż podręczny i tak stracił swoją rację bytu.

Czy na czas posiłku będą państwo odkuwać pasażerów?

Niestety nie możemy tego zrobić. Ale w sytuacji w której nie ma się na sobie drogiego garnituru albo eleganckiej sukni, groźba ubrudzenia się nie jest taka straszna prawda? A jak wykazały nasze badania wielu pasażerów lubi nawet nieco się pobabrać podczas jedzenia bez użycia rąk. To pewnie jakaś atawistyczna cecha. W każdym razie klienci to docenili a jako dodatkową usługę oferujemy wszystkim darmowy prysznic w porcie docelowym. Klasa Business i First mogą nawet skorzystać z ciepłej wody.

O właśnie. Słyszałem że klasie First zaproponują państwo specjalne wygody?

Tak. To oczko w głowie naszej oferty jeśli mogę się tak wyrazić. Przebudowaliśmy zupełnie przedziały klasy First. Wyłożyliśmy ich ściany wysokogatunkowym drewnem, ławki są profilowane, przedziały przestronniejsze a na dodatek proponujemy naszym drogim gościom bieliznę z miękkiego i trwałego papieru. Chcemy w ten sposób wyróżnić ich z tłumu pasażerów niższych klas. Za dopłatą można kod paskowy swojego biletu umieścić właśnie na tej bieliźnie razem z ręcznie kaligrafowanymi inicjałami właściciela. To buduje prestiż.

Klasa First. Fot. TPSA

A co z biletami w klasach niższych?

W zależności od taryfy wypalamy kody paskowe na przedramieniu lub tatuujemy. To drugie rozwiązanie jest lepsze dla uczestników naszego programu lojalnościowego. Zyskują wtedy cenne minuty przy odprawie i mogą skorzystać z ekspresowej ścieżki kontroli bezpieczeństwa.

To wszystko brzmi bardzo nowocześnie i budzi zaufanie. Wygląda na to, że tym razem pomyśleliście Państwo o wszystkim. Na zakończenie więc jedno tylko, nurtujące mnie pytanie. Co w przypadku sytuacji awaryjnej? Czy wtedy odkuwacie Państwo klientów?

Nie możemy niestety. Ale w sytuacji awaryjnej wszyscy na pokładzie muszą współpracować. Łańcuchy w tym pomagają. Po pierwsze pozwalają opanować zrozumiałą w takich wypadkach panikę a po drugie jednak wzmacniają nieco uchwyt przy wiosłowaniu.

Wiosłowaniu?

Tak. W sytuacji awaryjnej trzeba naprawdę szybko wiosłować. Inaczej straci się siłę nośną i tragedia gotowa.

Dziękuję panu bardzo za wizytę w naszym studio. Jak Państwo widzą, wolny świat, świat w którym szanuje się takie fundamentalne wartości jak prawa człowieka, wolność słowa i demokracja, raz jeszcze zwyciężył terrorystyczne imperium zła. Zapraszam Państwa jutro o tej samej porze. Naszym gościem bedzie ekspert związany z przemysłem motoryzacyjnym, który wyjaśni Państwu czemu kneblowanie osób jadących na tylnym siedzeniu zwiększa bezpieczeństwo podróży. Do zobaczenia!

15:22, debergerac , Shorty
Link Komentarze (5) »
wtorek, 08 maja 2007
   Wiktor obudził się tego dnia wyjątkowo wcześnie, w skołtunionej, wymiętej pościeli, skulony i niewyspany. Obudziła go cisza. Zza okna nie dochodziły wesołe i niefrasobliwe terkotania kubłów na śmieci ciągnionych po poniemieckim bruku podwórka. Przysiadł na krawędzi łóżka, przygarbiony i bezradny. W domu panowało milczenie. Tak. To już trzy dni odkąd odeszła pozostawiając za sobą coraz bardziej nieuchwytny zapach Channel 19, pozostawiając za sobą wszystkie świty i zmierzchy, kieliszki wina i wieczorne mycia zębów, wszystkie godziny spędzone przed lustrem w łazience i wszystkie zmarszczki na pościeli. Na tej pościeli, która nadal otulała łóżko Wiktora, na tej pościeli, w której przez trzy noce z rzędu wił sobie gniazdo z kołdrą narzuconą na głowę.
  
   Lustro nie przyniosło otuchy a uśmiech który rzuciła mu poszarzała nieogolona twarz wydał się sztuczny. Nie było wody. Kran zacharczał tylko i umilkł. Znowu cisza.
  
   Winda też nie działała ale do tego zdążył się już przyzwyczaić. Powlókł się schodami w dół a całe to schodzenie było jak animacja rysowana w dzieciństwie na kolejnych stronach notesu, stopień za stopniem, piętro za piętrem, dzień za dniem - wszystkie podobne i różniące się tylko nieistotnymi szczegółami.
  
   Ale tym razem było inaczej. Sklep na rogu był zamknięty i opuszczony. Wiktor przysiągłby, że kupował tu jeszcze niedawno ale odkąd Ona odeszła nie miał głowy do zakupów. Śniadanie kupił w następnym sklepie - pustawym ale jeszcze czynnym. I jak co dzień, powlókł się długą, wąską ulicą prowadzącą do biura. Osiem godzin automatycznego podliczania słupków, przerywanych westchnieniami i patrzeniem w przybrudzone okno, za którym widać tylko puste, bezkresne dachy.
  
   Następnego dnia woda nie pojawiła się w kranach i Wiktorowi wpadła do głowy zabawna myśl, że ona także go opuściła, że odpłynęła od niego razem z kabiną windy i sklepikarzem. Znalazł ją przecznicę niżej, w bulgoczącej brunatnym mułem dziurze w asfalcie. Przynajmniej woda nie odeszła daleko.
  
   Przechodząc przez skrzyżowanie zauważył, że przystanek, na którym wsiadał do tramwaju jadącego do śródmieścia, zazwyczaj o tej porze pękający w szwach, dziś świeci pustkami. Pustkami i dużą kartką z niedbale namalowanymi mazakiem literami LIKWIDACJA PSZYSTANKU. Więc i przystanek również odszedł. Zabrał się razem z Nią, z windą i sklepikarzem. I ze światłami na skrzyżowaniu... - dodał zdziwiony patrząc w puste oczodoły które jeszcze wczoraj mrugały do niego zielonym i czerwonym światłem. Wyglądały na brutalnie wyłupione a wrażenie potęgowały sterczące ze środka przewody. Oślepiona ulica - pomyślał Wiktor - to nawet lepiej i tak nie ma na co patrzeć.
  
   Wieczorem podszedł do okna i ze smutkiem ogarnął wzrokiem miasto. Przygarnął je do siebie, puste już o tej porze i jak mu się wydało, nie tak jaśniejące światłami jak wtedy kiedy oglądali je oboje, roześmiani, z kieliszkami białego wina w ciepłych dłoniach. W pobliskich ulicach świeciły tylko nieliczne latarnie i Wiktor pomyślał, że miasto uśmiecha się do niego krzywo, szczerbatym, robaczywym uśmiechem.
  
   Następnego dnia obudziły go podniesione głosy za oknem. Kilku dość porządnie wyglądających złomiarzy kłóciło się o dziecięcy wózek na ogromniejącej z dnia na dzień stercie śmieci. Ale rychło doszli widać do porozumienia bo za chwilę do mieszkania Wiktora powróciła cisza. Tego dnia wyłączono prąd w całej dzielnicy i Wiktor zrozumiał że świat, że jego świat się kończy.
  
   Cóż za parszywy koniec - pomyślał - jakaż skarlała Apokalipsa. Zamiast lecących z nieba gwiazd strącanych ogonem Lewiatana, zamiast ogłuszających anielskich trąb i zastępów anielskich przelatujących jak grom ponad domami grzeszników - zepsuta winda i opuszczone sklepy, sterty śmieci i oczodoły okien. Świat zamiast wybuchać rozłazi się w rękach jak mokry papier. Zamiast zginąć w boju - dogorywa we własnym łóżku.
  
   Wieczorem poczuł pod stopami ziarenka piasku. To z wolna kruszyły się ściany. Za oknem wiał ciepły, spokojny wiatr a ginąca w mroku panorama miasta zdawała się rozpływać i oddalać. Wiktor siedział na taborecie w otwartych drzwiach balkonu i patrzył jak oddzielone na początku świata światło i ciemność zlewają się na powrót w szarą, bezkształtną masę. W wieczny i pusty przedświt.
14:23, debergerac , Shorty
Link Komentarze (1) »