Fryzjeryzm

piątek, 24 października 2008

Drogą z Tuluzy do Awinionu
co się po ziemi ciągnie jak szal
wracali z wojen w zacisze domu
dwaj znamienici fryzjerzy:
znany wam Wojciech Obieżyn
i Henryk Dziki de Skalp

Jeszcze im w uszach jazgot bitewny
jeszcze na dłoniach odcisk od brzytew
i w głowie ciągle wibruje śpiewny
warkot maszynki gdy pod Madrytem
starli się z dziką rzeszą niewiernych
i ramię w ramię z głośnym "ha, ha, ha!!"
zgolili szorstkie jak papier ścierny
brody nieszczęsnym dzieciom Allacha

Jeszcze wracają wspomnienia czułe
chwili co dotąd zmysły im mąci
gdy w wielkiej bitwie koło Karlsruhe
poległ niejeden teutoński wąsik
O chwilo święta, radości wielka
gdy wśród rumieńców wstydu i pąsów
gubiąc z pośpiechu spodnie na szelkach
uciekał z pola tłum gołowąsów

Albo w Arabii, gdy pośród chwały
w nieprzyjacielskiej czarnej nawale
wycięli drogę poprzez oddziały
pejsy im strzygąc w zgrabne spirale
A każdy Arab w ten sposób pchnięty
na najczarniejszej rozpaczy kraniec
swe niedomyte pokazał pięty
i był zmuszony zmienić wyznanie.

Pełga na twarzach uśmiech złowieszczy
grzebień zaczepnie sterczy z kieszeni
pamięć podsuwa im twarze dziewczyn
które też strzygli rozanieleni.
Zmieniali dzieje całych narodów
karty historii pisząc na nowo
brzytwą, maszynką, szamponem z miodu
i gruszką z wodą toaletową.

Teraz wracają do swych zakładów
krętą ścieżyną francuskich Alp
doprowadziwszy świat już do ładu
dwaj nierozłączni fryzjerzy
zmęczony Wojciech Obieżyn
i Henryk Dziki de Skalp.

15:42, debergerac , Fryzjeryzm
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 października 2008

Za dwadzieścia pięć piąta rano
gdzieś na tle malowniczych Alp
przyszli bić się o swą ukochaną
dwaj wybitni fryzjerzy:
smukły Wojciech Obieżyn
i Sir Henryk Okrutny de Skalp

Jeszcze trawa pokryta jest rosą
ukochana odziana jest w szal
w dole kwiecie przez lud zwane "blossom"
na nim w pozie rycerzy
smukły Wojciech Obieżyn
i Sir Henryk Okrutny de Skalp

W silnych rękach nożyczki i brzytwy
i maszynki co golą na cal
Oj niepewny jest wynik tej bitwy
który będzie dziś nieżyw
smukły Wojciech Obieżyn
czy Sir Henryk Okrutny de Skalp?

Słońce krwawo błysnęło zza góry
i na głos sekundanta "cel, pal!"
wyskoczyły maszynki z kabury
przystępując do rzezi
rusza Wojciech Obieżyn
rusza Henryk Okrutny de Skalp

Ukochana zaś z krzykiem podbiega
jakże słodko dziś dzwięczy jej alt:
"Zaprzestańcie kochani w przedbiegach,
jutro pół mej plerezy
przejmie Wojciech Obieżyn
drugie pół dla Henryka de Skalp!"

23:47, debergerac , Fryzjeryzm
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 września 2008

   No dobra. Przyznam się. Zakochałem się we fryzjerze. W uroczo demonicznym Sweeney'u Todd'zie z Fleet Street. Skoro od dwóch miesięcy nie mogę się uwolnić od płyty z piosenkami z tego musicalu, to to musi być miłość i niech nie mówią nam że nie. Przy okazji zauważyłem u siebie jakieś głębsze zauroczenie  tym fachem, co jakiś czas odbijające się echem w moich wierszykach (vide tu). Niniejszym dodaję zatem do mojego bloga kategorię "Fryzjeryzm", w której publikowane będą wszystkie dzieła zahaczające o mistrzów brzytwy, pędzla i gruszki z wodą gulardową.

   Ale żeby uwolnić się jakoś od Sweeneya Todda, postanowiłem przetłumaczyć moją ulubioną piosenkę z tego musicalu czyli "Little Priest". Utwór tryskający czarnym humorem a w dodatku posiadający wyjątkowo udany, angielski tekst. Czy powiodła mi się próba uratowania lekkości tego tekstu w języku polskim pomimo widocznego niedostatku wyrazów jednosylabowych? - ocenicie sami.

   Dla tych, którzy nie przepadają za czytaniem przygotowałem również wersję śpiewaną (a ściślej biorąc: nuconą z lekka fałszywie), za którą z góry szanownych czytelników przepraszam:


Mały ksiądz
(tekst własny, muzyka: Stephen Sondheim)

MRS. LOVETT:
To okropny wstyd...
TODD: Wstyd?
LOVETT:
Marnotrawstwo wręcz...
Taki z niego byk
Jak mu było?
Było?
Jest!
Chcesz to grzeb go lecz...

Biznes idzie źle
dług to duża rzecz.
Pomyśl że to dar,
prosto w gar.
Załapałeś pan?

Strasznie szkoda go
Bo wiesz, przy tej cenie mięs
jaka jest,
jej pułapie,
jeśli łapiesz...

TODD: Ha!
LOVETT:
Załapałeś!

Weź na przykład, Mrs. Mooney i jej sklepik!
Jak się ładnie kręci a to tylko koty oraz tost!
A kociaki tu w Londynie jak wieszaki chude wprost
i z pewnością znacznie gorszy mają smak!

TODD:
Pani Lovett, cóż za czarujący wniosek
LOVETT:
Cóż, po prostu mi żal...

TODD:
Tak praktyczny
że to się nie mieści w głowie!

Pani Lovett, jak bez pani
żyłem tyle lat, no słów mi brak!
Co za słodki plan!
Świeżo upieczony pan!

LOVETT:
Pomyśl tylko!
Bród niebawem, ja Ci mówię
do golenia będzie w bród,
Czyż nie?
Marszem
farsz do 
Ciast!

TODD:
No cud!
Bród w bród!

TODD:
Czy słyszysz dźwięk którym dźwięczy świat?
LOVETT:
No, panie Todd?
No, panie Todd?
Cóż to za dźwięk?
TODD:
Chrupania dźwięk! Brata tak chrupie brat!
LOVETT:
Tak, panie Todd!
Tak, panie Todd!
Jakbyś pan zgadł!
TODD:
To podgryzania bliźniego jest chrzęst!
OBOJE:
Co zrobić kiedy nasz świat taki jest?

TODD: (mówi) Mamy ciężkie czasy pani Lovett.
A jak wiadomo tonący brzytwy się chwyta.
LOVETT: No to patrz ! Świeży i prosto z pieca!
TODD: Co to jest?

LOVETT:
To ksiądz. Niezbyt duży ksiądz.
TODD:
Czy to dobre jest?
LOVETT:
Aż za dobre jest wprost!
Poza tym, ma ciało nietknięte przez grzech,
świeży jest za trzech.
TODD:
Ale gruby ciut.
LOVETT:
Tylko koło ud.
TODD:
Ponoć tu w Londynie poetów jest w bród?
LOVETT:
Ale wiesz, z poetą masz problem
czy padł już na dobre czy śpiąc?
Lepszy ksiądz!

LOVETT:
Prawnik niezły jest.
TODD:
Gdy go długo piec...
LOVETT:
Ale popij go po kolacji
bo od apelacji to spec!

TODD:
Jakiś biały kruk?
LOVETT:
Czy by, znając twój patriotyzm
oficer piechoty być mógł?
Dba o czystość nóg.
Chociaż smak zależny od stanu jest dróg...

TODD:
Czy szef straży,
tam się smaży?
LOVETT:
Niee, on leży na plaży.
Sprzedawca to warzyw!
TODD:
Król sałat?
Raczej prałat!
LOVETT:
Skąd zielony na twarzy
by był?

TODD:
W historii zwykle na ciele mas
LOVETT:
Niepotrzebny grób,
to ogromny plus dla krewniaków!
TODD:
pasożyt z góry bezczelnie sie pasł!
LOVETT:
Tyle męskich bród,
potencjalne bogactwo smaków!
TODD:
Ożywcze będzie dla walki klas
OBOJE:
gdy masy górę skosztują choć raz!

TODD: Co to jest?
LOVETT:
To chłop.
Pewnie słucha pop.
Wewnątrz bułek zaś hamburgera
prawdziwy rozpiera się szkop!
A to danie dnia --
Pasztet z politykiem pieprzonym
podwójne, wzmocnione
ma dna.
TODD:
Nie wiem co to da,
bo przecieku źródłem się stanie raz dwa!
LOVETT:
Chociaż ciecze
się upiecze!
TODD:
Lecz mój brzuch przy kolacji
nie znosi sensacji!
LOVETT:
Aktor gruby,
prosto z próby?
TODD:
Głupich nie ma! Niech trema go żre!
Wpadnę tu jeszcze kiedy SĘDZIA będzie w karcie!

TODD:
Obsłużyć trzeba jak każe plan
LOVETT:
Tak, tak, ja wiem mój śnie!
TODD:
Klientów takich jak trafią się nam!
LOVETT:
Tych z wyżyn i na dnie!
TODD:
Tu każdy szansę ma pół na pół
Tak! Kiedy trafi już,
za okrągły nasz,
OBOJE:
na okrągły nasz
stół!

21:02, debergerac , Fryzjeryzm
Link Komentarze (2) »